czwartek, 28 lutego 2013

Dream Theater- Space-Dye Vest


Dream Theater raczej słyną z technicznych popisów. Bombastycznego stylu. Patosu. Jedną z absolutnie ostatnich rzeczy jakie im można przypisać to "robienie klimatu" prostymi środkami. A jednak zdarzają się wyjątki. Starczyło im raz sięgnąć po inny arsenał- i nagrali arcydzieło. Pewnie gdyby nie Kevin Moore i jego rychłe odejście z zespołu tego utworu by nie było. Ale jest. Bez wyjącego LaBrie, bez solo na gitarze zawierającego milion i dwie nuty. Bez przejść na perkusji tak skomplikowanych, że kod enigmy byłby przy tym dziecinadą. Kilka nut, ułożonych w sposób tak przejmujący i bolesny, że mówią same za siebie. Aranżacja nie jest sztuką dla sztuki- raczej środkiem mającym na celu uwypuklić najwazniejsze fragmenty, dodać ekspresji. Tu jest ciężko. Jest gęsto. Przytłaczająco. Ale spod tego ciężaru, spod tego mroku wyłania się coś nieziemsko pięknego. Tych kilka nut pianina. Ta melodia. Te słowa.

And I'll smile and I'll learn to pretend
And I'll never be open again
And I'll have no more dreams to defend
And I'll never be open again 


Każdy z nas rodzi się czysty. Biała kartka. Potem karmieni jesteśmy ideałami, życie jest proste i piękne, aż wchodzimy w świat dorosłych- świat intryg, konwenansów, udawania, fałszu, niejasnych motywów, hipokryzji. Pierwsze z nim zetknęcie zazwyczaj mocno boli. Niektórzy uczą się szybko. Raz dwa orientują się, że trzeba grać wedle reguł gry już ustalonych. O ideałach z przeszłości zapominają. Wyrzuca się je, jako coś zabawnego. Dziecinnego. Nie dziecięcego- dziecinnego. Inni uczą się wolniej. Transformacja boli. Być może nigdy nie dokonuje się do końca. Zostaje gdzieś w środku ten głos, ten promyk, ta mała wiara w coś kiedyś obiecanego- skrzętnie jednak ukrywana przed innymi. Na zewnątrz grają jak inni. Jest jeszcze jedna grupa. Tacy, którzy nie są w stanie się tego wszystkiego nauczyć. Znacie ich. Dziwni, zdystansowani, nigdy do końca nie pasują. Będą uciekać, nigdy nie wiadomo co sprawi że nagle zaczną po raz kolejny biec w przeciwnym kierunku. Ich zachowanie może być zupełnie niezrozumiałe. Czasem porywczy, czasem nad wyraz spokojni. Czasem wyjątkowo optymistyczni, by dosłownie w kilka chwil zjechać po równi pochyłej w dół, dotknięci jakimś jednym, wydawałoby się małym niepowodzeniem. Idealiści. Chorzy, zabawni, śmieszni i niepoprawni. Depresja to ich najlepszy przyjaciel. W końcu przecież żyją w świecie którego nie rozumieją.

Nie żeby świat rozumiał ich. Depresja to jest przecież coś, co się czuje raz na kilka dni, wstając lewą nogą z łóżka. Do nikogo nigdy nie dociera, że tak można się czuć codziennie przez kilka lat- z małymi epizodami na kontrastujące okresy kompletnie bezpodtsawnego hiperoptymizmu. Zachowują się dziwnie, więc wszyscy po kolei się odsuwają, reagując tak jak potrafią- śmiechem, strachem, zdziwniem, brakiem akceptacji. Już niskie poczucie własnej wartości leci na łeb na szyję, choć wydawałoby się, że dół skali już został dawno osiągnięty. Ileż to razy zdarza się po tragicznym samobójstwie usłyszeć "kurcze, czemu nic nie powiedział?". Nie mógł powiedzieć. Nie wiedział nawet co mu jest. Czuł się jak trędowaty. Czuł, że jeśli otworzy usta, niemal zarazi innych. Depresja to milczenie i cierpienie w samotności. Tymczasem ludzie jeśli czegoś nie wiedzą- muszą sobie dopowiedzieć. I nagle ta milcząca osoba jest jakaś dziwna. Nagle lepiej być od takiej osoby dalej, odepchnąć ją. Nagle inni wiedzą lepiej co kieruje tą osobą niż ona sama. Nie rozumieją tego co robi, czemu zachowuje się nieszablonowo i inaczej- więc niczym stado wróbli zadziobują tego jednego ze złamanym skrzydłem.

Świat wydaje się czarny i ponury. Niezrozumiały. Wierzymy w ideały w które nikt inny prawie nie wierzy. Czujemy się samotni, odtrąceni przez świat w którym liczą się zupełnie inne wartości. Potrzeba naprawdę ogromnej siły, żeby się z tego wyrwać. Jeszcze więcej, żeby zaakceptować rzeczy takimi jakie są. Dopiero wtedy można zastanowić się co dalej. Bo jest jedna rzecz jaką możemy zrobić. Nie musimy się uczyć udawać, nie musimy oddawać snów i marzeń. Jest wiele różnych narzędzi którymi możemy sobie pomóc w odzyskaniu czegoś, czego nie mamy- wiary w siebie. Szacunku dla siebie. Wcześniej nienawidzimy się za ten idealizm. Uważamy nawet, że to najgorsza rzecz jaka nam się mogłą przydarzyć. Widzę za dużo, rozumiem za dużo. I nie potrafię okłamać samego siebie i pójść z innymi w tę samą stronę. Dopiero kiedy go zaakceptujemy, okazuje się, że nie jesteśmy tak zupełnie sami jak nam się wydawało. Że ani my ani świat nie jest czarno-biały. Że w przeszłości z tłumu uśmiechniętych osób wyławialiśmy tę jedną skrzywioną. Że głośno wymówiona tęsknota, która miała być tak żałosna nagle spotyka się z może i cichym- ale jednak uznaniem i przytaknięciem. Otwieramy ze strachu kompletnie zamknięte oczy i nagle rozglądamy się dookoła- i nie jest już tak czarno jak było. Z każdym kolejnym spojrzeniem nabieramy sił. Pojawia się deficytowa wczesniej perspektywa. Nagle zaczynamy rozumieć czego się baliśmy, co nam przeszkadzało, co sprawiało że uciekaliśmy do swojej skorupy. Ten moment pozwala nam odnieść największe zwycięstwo. Uczymy się akceptować kim i jacy jesteśmy. I tego bronić. Bo nagle odkrywamy że jest co bronić.


To od nas zależy czy się poddamy czy nie. Od nikogo innego. Nie musimy ukrywać naszych snów, nie musimy się ich wyrzekać. Nie musimy się zamykać. Możemy być sobą. Ryzyko? Nie ma ryzyka. Jeśli ktoś tego nie docenia- rozliczmy się z tą osobą. To ona jest problemem, nie my. My przecież tylko jesteśmy. To ona ma obiekcje. Niech ma obiekcje gdzieś indziej. Nie ma że wypada. Nie ma że "ale co ludzie pomyślą?". Jeśli przeszliśmy przez najczarniejszy okres- nigdy, przenigdy nie będziemy do niego chcieli wrócić. Nie ma nic piękniejszego niż być w zgodzie z samym sobą. Jakaś osoba sprawia, że się źle czujemy, że się na nowo zamykamy i cofamy? Spróbować to naprawić. Nawet na kilka sposobów. Nie da się? Jest toksycznie bez względu na to co zrobimy, nawet jeśli nie rozumiemy czemu? Odciąć się. Zupełnie. Dalej będziesz dziwakiem, tak jak w czasach depresji- ale tym razem z wyboru i świadomie. Ta osoba oczywiście musi sobie z danym faktem jakoś poradzić- i sobie doskonale poradzi. Zaprzeczenie, projekcja- lista narzędzi jej dostępnych jest długa. Możemy mieć tysiące wątpliwości, zawsze tak naprawdę je będziemy mieć- ale jeśli minie kilka tygodni a nam bez tej osoby jest lepiej... to znaczy że wybór był dobry. Jeśli nie, jeśli nadal mamy obiekcje czy aby przypadkiem nie przesadziliśmy- możemy spróbować wyjaśnić i naprawić. Też przecież mamy prawo się mylić. Nie musimy być idealni, doskonali, nieomylni. Ale bądźmy świadomi tego co czujemy. Wtedy decyzje jakie podejmiemy będą właściwe. Bez względu na padające dookoła oceny. Z każdą jedną taką decyzją będziemy silniejsi. Nauczymy się pielęgnować w sobie coś, co kiedyś wydawało się najgorszą rzeczą jaka kiedykolwiek nam się przydarzyła. Bronić tego. Pozostaniemy wrażliwi i otwarci. Postawimy się światu i wygramy. Nagle zresztą ze zdziwieniem możemy odkryć, że jest jego część która nam sprzyja. Że tak naprawdę zawsze tam była. I tylko w końcu będziemy potrafili się tylko na niej skupić.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jestem pod wrażeniem. Szukałem tylko dobrego tłumaczenia Space Dye Vest, a znalazłem coś o niebo lepszego.
szacun.

Tomasz Wiszniewski pisze...

Wow, dzięki za miłe słowa :)

Anonimowy pisze...

Hej - zupelnym przypadkiem trafilem na twoja strone szukajac informacji o moim ulubionym utworze Dream Theater. Calkiem interesujaca interpretacja, choc mnie raczej ta interpretacja jakos kojarzy sie z "Disarm" Smashing Pumpkins. Mnie osobiscie Space Dye-Vest zawsze bedzie sie kojarzyl raczej z nieszcesliwa miloscia albo trudnym zwiazkiem ktory mimo nawet obopolnego starania skazany jest na kleske. Piosenka piekna, prosta i ponadczasowa, pokaz talentu Kevina Moore, ktory potem objawil sie w calosci w jego wlasnym projekcie Chroma Key. Ok - rozpisalem sie, ciesze sie ze nie jestem jedynym ktory ulegl czarowi tej kompozycji i pozdrawiam autora oraz reszte fanow Dreamow.

Anonimowy pisze...

Dream Theater w Polsce - idę dla tych popisów technicznych, nie śmiąc nawet marzyć o klimacie w Spodku :) Wielce trafnie ująłeś ich ich fenomen i niedostatki. Mamy nadzieję, że jeszcze czymś się na tym blogu podzielisz, zanim wymrą wielcy naszej muzyki ...

Tyle osób nie miało nic lepszego do roboty