Wrzucam utwór a potem piszę co mi ślina pod palce przyniesie. Strumień świadomości i improwizacja. I nikt nie wie po co.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jethro Tull. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jethro Tull. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 lutego 2013
Jethro Tull- My God
Jethro Tull i Aqualung, jedna z moich absolutnie ulubionych płyt, własciwie nie ma na niej słabej rzeczy a co drugi utwór to klasyka. Sercem albumu jest jednak ta rzecz- oparta na genialnym i prostym riffie najpierw gitary akustycznej i pianina, potem eleketrycznej i będąca pretekstem do jednego z najbardziej niesamowitych popisów solowych jakie widziała muzyka rockowa. Ian Anderson na flecie poprzecznym łamie wszelkie bariery, co chwila wygłupiając się i mrugając do słuchacza okiem. Zwłaszcza na żywo przechodził samego siebie. Te wygłupy kapitalnie jednak kontrastują z tematyką utworu, charakterem melodii i wokalnego występu. Ileż tu jest jadu, pretensji i rozczarowania. Te wygłupy w środku zaś to nic innego tylko szyderstwo. Kpina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)