wtorek, 20 stycznia 2026

Metallica- Wherever I May Roam


“Nomad, vagabond
Call me what you will"

Nigdy nigdzie nie przynależałem.
Mieszkałem w dwóch różnych krajach, czterech różnych miastach. Jasne — czuję z nimi wiele więzi. Ale czy do któregoś naprawdę należę?

Studiowałem systemy komputerowe i arteterapię. Pracuję w handlu międzynarodowym. Zaczytuję się w książkach Briana Greene’a.
Żadna partia polityczna nigdy mnie nie reprezentowała.
Nie jestem religijny. Są filozofie, które przekonują mnie bardziej niż inne — ale żadna nie jest niczym innym niż filozofią.
Nie uznaję hierarchii. Inaczej: uznaję ją, jeśli mnie przekona. Kompetencją. Inteligencją. Wtedy nie ma problemu.

“Oh, but I’ll take my time anywhere
Free to speak my mind anywhere
And I’ll redefine anywhere”

Przez całe życie myślałem, że wszyscy dookoła dostali instrukcję obsługi, a ja jeden… nie wiem — ktoś wylał na nią kawę albo była w innym języku. Co najdziwniejsze, długo sądziłem, że wszyscy tak mają. Nie że czasem czują się zagubieni — tylko ciągle.

Większość z nas w dzieciństwie nie dostaje Poradnika „Jak żyć”. Dostaje coś innego: umiejętność obserwacji i — poprzez mirroring — uczy się, jak ogarniać rzeczywistość. Jak żyć. Co znaczą informacje zwrotne. Jak być częścią grupy. Jak przynależeć.
I większość ludzi nigdy nie ma poczucia, że coś zgubiono po drodze. Pewne rzeczy przychodzą naturalnie. Jasne — są nieśmiali i głośni, spokojni i przebojowi — ale jedno ich łączy: wiedzą, z czym to się je. Rozumieją świat, który ich otacza.

Wyobraźcie sobie, że nie jesteście w stanie się tego nauczyć.
Wasz umysł widzi wszystko wyraźnie — ale robi rzeczy… inaczej. Ma momenty zawieszenia. Momentami jest kompletnie przeładowany bodźcami i emocjami. Bywa, że bardzo chce coś zrobić — i nie może. I nie potrafi tego wytłumaczyć. Coraz wyraźniej widzi, że odstaje. Że inni mają jakąś tajemną wiedzę o tym, jak być w grupie, jak funkcjonować w szkole — a wasz umysł działa na innych falach.
Zbyt głośny, gdy inni są cicho.
Pobudzony, gdy wszyscy mają dość.
Zawsze nie tak.

“I adapt to the unknown
Under wandering stars I’ve grown
By myself but not alone”

Więc budujesz system, który nie jest naturalny, ale ma cię świadomie trzymać w ryzach. Żeby odstawać mniej. Taki system kosztuje niewyobrażalną ilość energii. Jakbyś próbował uruchomić laptopa z dwoma Windowsami naraz. Totalna zawieszka.

Tego, czego nikt ci nigdy nie mówi, to jak podążać za fascynacją. Jak rozpoznawać wewnętrzne sygnały płynące z głębi siebie. Ba — uczysz się wręcz im nie ufać. Po to jest ten drugi system: żeby łapać „wyskoki”. W efekcie niemożliwe staje się poczucie, że coś jest naprawdę twoje. Skoro całe życie robisz wszystko, żeby siebie uciszyć — to jak niby masz siebie odnaleźć?

Nigdy niczego nie planowałem. Rzeczy po prostu się działy. Jedynym sygnałem było poczucie, że coś męczy mnie bardziej, niż powinno. Ogromną część życia spędziłem, tłumiąc ten głos. Brnąc w sytuacje, które nie były dla mnie zdrowe. W imię… przynależności. Bo przecież nie można ciągle odbijać się od ściany do ściany. Odpowiedzialność. Dorosłość. I takie tam.

Problem w tym, że ja nigdy od ściany do ściany się nie odbijałem.
Większość ludzi, poprzez przynależność, uczy się akceptować pewne rzeczy niemal bez gadania. Ja? Ja wątpię, więc jestem. Odpowiedzi mogłem szukać tylko w sobie — dlatego nie działają na mnie slogany, mundury, literki przed nazwiskiem. Na mój szacunek trzeba zasłużyć. To nie bunt dla buntu. To moja wewnętrzna konstrukcja — inna być nie mogła.

Dlatego export i praca między granicami tak mnie fascynują. Skoro nigdy nigdzie nie przynależałem w stu procentach, potrafię odnaleźć się… gdziekolwiek. To nie jest dom (najbliżej było chyba w Nowej Zelandii), ale to zawsze jest OK. Bez ocen. Bez oczekiwań. Bez gradacji. Nie boję się ciszy. Raczej tłumu. A improwizować potrafię jak mało kto — nikt nie wręczył mi scenariusza, więc wyszarpałem go sam.

“Where I lay my head is home
Carved upon my stone
My body lies, but still I roam”

Nikt z nas nie kontroluje tego, co się wydarzy. Myślimy, że kontrolujemy — bo to ładna bajka. Rzeczy się dzieją. Życie się zdarza. Przez 45 lat nie potrafiłem nazwać tego, co robię, dlaczego to robię, co mnie popycha. Wydawało się to bezsensowne.

Aż w końcu zrozumiałem, że przez całe życie odrzucałem pytanie, które zadaje sobie prawie każdy:
„Gdzie należę?”

I zamiast tego zapytałem:
„Co należy do mnie?”



Brak komentarzy:

Tyle osób nie miało nic lepszego do roboty