When did you lose control?
Przez ponad dekadę myślałem, że mam depresję. Wszystkie znaki na to wskazywały.
Byłem na antydepresantach — bez diagnozy. Poszedłem do lekarza, powiedziałem, że potrzebuję i je dostałem.
Zadziałały. Ale trochę inaczej. Dały mi perspektywę. Dystans.
I raz po raz przychodziły dni, w których nie mogłem nic.
Nie mogłem się ogarnąć, nie mogłem myśleć jasno, nie byłem w stanie planować, nie chciałem nikogo widzieć.
Depresja jak nic.
Tylko że coś się nie zgadzało.
Przecież… mi zależało.
Dopiero niedawno zrozumiałem, że to były dni rozregulowania.
Kiedy dopaminy prawie nie ma — wszystko się sypie.
Umysł jest jak ser szwajcarski. Nic nie pamięta, nic nie łączy. Prosta rzecz staje się Everestem.
Ktoś proponuje spotkanie — panika. Ktoś pisze — panika. Ktoś coś mówi — panika.
Depresja wygląda bardzo podobnie. Z zewnątrz. Mechanizm jest zupełnie inny.
To nie smutek powoduje wycofanie. To nadmiar wszystkiego.
W dobre dni ten chaos da się ujarzmić. Potrafi być nawet czymś w rodzaju supermocy. W złe — wszystko się sypie.
Houston, mamy problem.
When did you lose control?
Przez lata słyszałem, że mi nie zależy. Od obcych. Od bliskich. Raniłem. Zawodziłem.
To były momenty, które rozrywały mnie od środka, dodatkowo podbite przez RSD.
Oskarżano mnie o brak szczerości, o udawanie. A ja nie udawałem. Zależało mi — tylko nie potrafiłem się ruszyć ani powiedzieć słowa.
Paraliż.
Mózg próbował znaleźć idealną reakcję, której nie było. Efekt: niebieski ekran śmierci.
Never in control of this
Takie doświadczenia nauczyły mnie jednego: że nie mam wpływu na nic.
Od zawsze czułem się inny. Tylko nigdy nie wiedziałem — jak.
Nie romantyk. Nie geniusz. Za bardzo świadomy, żeby wierzyć w którąkolwiek z tych wersji. Outsider — bez powodu. Buntownik — ale nie dla samego buntu. Na każdy argument miałem kontrargument.
Więc snułem się przez życie, czując, że nie pasuję. Że świat działa na innych falach.
A kiedy byłem oskarżany i nie potrafiłem zareagować — tylko utwierdzało mnie to w jednym: że wszystko jest z góry ustalone, że mam swoją rolę, że w sumie nieważne, co czuję.
Zacząłem oglądać swoje życie zamiast je przeżywać...
Dziś, kiedy mam w końcu słowa, pojawiło się coś jeszcze.
Żałoba.
Po straconych szansach. Po zmarnowanym czasie. Po tym, ile mogło się wydarzyć.
Zamiast tego walczyłem, żeby się utrzymać na powierzchni. Nie zatonąć. I za każdym razem, kiedy mózg mnie paraliżował — byłem na siebie wściekły. Nie wiedząc nawet dokładnie za co.
Zawsze inny. Zawsze obcy.
Dziś szukam regulacji, gdzie tylko mogę. Muzyka stała się centralna.
Mam playlisty na hyperfocus, na jazdę, na skupienie — i na regulację. Na dni, kiedy wszystko jest trudne. Słuchawki stały się ratunkiem.
Nagle zakupy są OK. Spacer z psem jest OK. Nawet biuro da się wytrzymać.
Zaczynam się trochę lepiej czuć. Mogę podjąć decyzję. Mogę coś zapamiętać. Każdy mały zastrzyk dopaminy ułatwia kolejny krok.
Ta muzyka jest specyficzna. Introspektywna. Pulsująca. Nocna. Bo to noc zawsze była momentem, kiedy nikt niczego ode mnie nie chciał.
Więc próbuję ten stan przenieść w dzień. Odciąć się — nie dlatego, że mi nie zależy. Tylko żeby móc funkcjonować.
Żeby odbyć spotkanie o pożyczkę jak normalny człowiek.
Żeby porozmawiać z dystrybutorem jak ktoś, kto wie co robi.
Żeby zrobić zakupy. Załatwić rzeczy. Żyć.
When did you lose control?
Czy mam kontrolę — nie wiem. Zaczynam rozumieć.
Przestałem studiować świat.
Zacząłem studiować siebie.
Dla większości ludzi te rzeczy się pokrywają.
U mnie — niekoniecznie.
A dla mnie zrozumienie zawsze oznaczało kontrolę. Jeśli wiem dlaczego i jak — mogę coś z tym zrobić.
I czasem okazuje się, że wystarczy założyć słuchawki, żeby coś, co było prawie nie do przejścia —
stało się możliwe. Nudne, upierdliwe... ale możliwe.